Gosia wyrusza do Angoli!

DSC06300

Nasza wolontariuszka, Małgorzata Zawacka właśnie wyruszyła do Afryki. Jutro znajdzie się na Czarnym Lądzie, a we wtorek, 15 marca, we wspomnienie św. Ludwiki de Marillac, założycielki szarytek i patronki dzieł miłosierdzia, rozpocznie swoją misję w Luenie, w Angoli. Z niecierliwością czekamy na wieści od niej, a tymczasem można przeczytać jej list misyjny. Zapraszamy do wsparcia jej misji!

List misyjny Gosi Zawackiej:

Chciałabym podzielić się z Tobą pewną historią. Nie jestem pewna, gdzie jest jej początek – tego, jaki będzie miała koniec na razie też się nie dowiemy. Ważne są tylko te dni, których jeszcze nie znamy…

Zaczęło się od Internetu, nie pamiętam, czego tak dokładnie szukałam, ale wtedy rok temu w lutym 2015 wpisałam w wyszukiwarkę słowo: „misje”. Napisałam do kilku organizacji, w tym także do Fidesco – międzynarodowej organizacji pozarządowej, wysyłającej świeckich wolontariuszy na dwuletnie misje do krajów rozwijających się. Dostałam kilka odpowiedzi. Pewnego dnia odpisało też Fidesco. Umówiliśmy się na rozmowę w Polsce, ponieważ mieszkałam wtedy w Rumunii. Po rozmowie z Fidesco już nie rozpatrywałam siebie jako osoby, która nadaje się do podobnego przedsięwzięcia (szczerze przedstawili wszystkie za i przeciw), ale chęć wyjazdu wcale nie minęła. W październiku pojechałam do Niemiec na tzw. sesję formacyjną, żeby ostatecznie upewnić się że właściwie na pewno nie pojadę.

Stało się jednak zupełnie inaczej. Pojawiło się dużo więcej wątpliwości i pytań niż miałam na początku, ale w tym wszystkim wiedziałam już, że jeśli nie podejmę decyzji o wyjeździe będę żałować tego każdego dnia. Są takie decyzje, które na zawsze zmieniają czyjeś życie. I nie są to łatwe decyzje. Czasem jednak dużo trudniej jest nie podjąć ryzyka.(…

Jadę do małego miasta (Luena) w centralnej części Afryki – do Angoli, o której nie wiedziałam nic, zanim pewnego dnia zupełnie osłupiała nie usłyszałam nazwy w słuchawce telefonu.

Angola to bardzo tajemniczy kraj i jak prawie każde afrykańskie państwo dźwiga brzemię wojny domowej, korupcji, niesprawiedliwości i głodu. Prawda o tym kraju nie zamyka się jednak tylko w cierpieniu. Angola jest bogata w ropę naftową i diamenty. Żyje tu wiele gatunków rzadkich ptaków i rosną jedne z najpiękniejszych drzew w Afryce. W tej byłej portugalskiej kolonii wciąż żyją lwy, gepardy, hipopotamy, żyrafy i zebry. Niestety dla mnie pająki i węże także.(…)

Co ja właściwie będę tam robić przez dwa lata?

Otóż mój projekt jest związany z dziennikarstwem. W Luenie jest całkiem sprawnie działające radio oraz szkoła. Będę więc pracować wraz z młodymi ludźmi w Luena, żeby to radio rozkręcić. Do tego dojdzie jeszcze kilka innych projektów jak warsztaty dziennikarskie itp. Będąc jeszcze na studiach, przez kilka lat pracowałam w radiu, chętnie do tego wrócę i przypomnę sobie wszystko, czego zdążyłam wtedy się nauczyć. Jestem pewna, że spędzę dwa bardzo ciekawe i owocne lata robiąc coś razem z innymi w Afryce. (…) Jadę z jako członek francuskiej organizacji Fidesco o katolickich korzeniach. Nie jadę jednak nikogo nawracać. Myślę, że Afryka może raczej nawrócić mnie. Chciałabym, żebyśmy mogli coś wspólnie stworzyć, zbudować, odkryć, poznać się i zostać przyjaciółmi. W myśl zdania: Serve not save. (…)

Jeżeli chcielibyście i możecie finansowo włączyć się w mój projekt FIDESCO – poniżej przesyłam numer konta. Proszę wpisać w tytule wpłaty: Małgorzata Zawcka, Angola.

Zdaję sobie sprawę, że nie wszyscy wierzymy w Boga, ale proszę Was szczególnie o wsparcie duchowe. Pomyślcie z nadzieją i miłością o Afryce i naszym projekcie FIDESCO, to dla mnie bardzo wiele znaczy. A tych, którzy wierzą, jeszcze bardziej proszę o modlitwę. Będę potrzebować dużo sił na te dwa wielkie lata.

Pozdrawiam serdecznie

Gosia

Reklamy

Już rok minął od rozpoczęcia misji Łukasza w Afryce

Ostatni rok Łukasz ocenił jako najbardziej niezwykły i zarazem wymagający w całym jego dotychczasowym życiu. Jednakże podkreśla, że to co w początkowym okresie pobytu było wielką przygodą, wydaje się obecnie szarą codziennością, dawne trudności okazały się błahostkami a nieznajomi przyjaciółmi.

SONY DSC

Łukasz, jak większość wolontariuszy ocenia, że czas podczas misji upływa naprawdę w błyskawicznym tempie, gdyż jest  wypełniony najróżniejszymi zajęciami, obowiązkami lub spotkaniami, w dużej części niespodziewanymi. Oto co pisze sam Łukasz o swoim życiu w Afryce: „odwiedziłem wszystkie misje salezjańskie w Angoli, byłem na pielgrzymce w N’Dalatando i w sanktuarium Mama Muxima. Odwiedziłem zupełnie odizolowane wioski w okolicach Lueny, spędziłem 2 tygodnie ucząc afrykańskie dzieci w szkole parafialnej, odwiedzałem Angolan w ich lepiankach i rozmawiałem z nimi o Bogu. Jadłem dzikie mango i banany prosto z drzewa, widziałem małpy skaczące po gałęziach baobabów i krokodyla wylegującego się na placu zabaw. Zabijałem jadowite węże, widziałem pola minowe, wraki czołgów i ruiny domów zburzonych podczas wojny. Przede wszystkim jednak lwią część mojego czasu zajmowała i dalej zajmuje moja praca jako architekta. Ilość zadań jakie otrzymałem jest przytłaczająca. Pracuję w biurze 4 dni w tygodniu, w środy udzielam lekcji rysunku technicznego i odwiedzam budowy, w soboty i niedziele zwykle pracuję w domu.”

Wieści od Adeli i Tobiasza

Nasi wolontariusze Adela i Tobiasz zakończyli już swoją misję w RPA i wrócili do kraju. W swoim ostatnim raporcie dziękują nam za modlitwę, wsparcie finansowe, dobre słowa i pamięć; za całe dobro, które ofiarowaliśmy im i ich uczniom.

Adela i Tobiasz rodzicami chrzestnymi

Podsumowując swój pobyt na misji w RPA Adela i Tobiasz są pewni, że bez tego doświadczenia nigdy:

– nie tańczyliby przez 3 godziny podczas mszy świętej

– nie wiedzieliby że Msza Święta może trwać ponad 6 godzin, a w kościele można się modlić przy dźwięku gwizdka i wuwuzeli

– nie głaskaliby lwa

– nie czuliby się jak papież w papa-mobile, kiedy przejeżdżając autem przez wioskę byli pozdrawiani przez wszystkie napotkane dzieci i część dorosłych

– nie spotkaliby czarownika na postoju przy autostradzie

– nie wierzyliby, że zupełnie niewidomi mogą grać w piłkę nożną i biegać sprintem

– nie jedliby robaków „mopani worms”

– nie zostaliby rodzicami chrzestnymi Samuela

– nie jeździliby 12-pasmową autostradą i to po lewej stronie

– nie widzieliby znaków drogowych ostrzegających o słoniach i hipopotamach

– nie widzieliby zdziwienia tak wielu osób na wiadomość, że w Polsce wszyscy mówią po polsku

– nie mieszkaliby w okrągłej chatce

– nie szliby na Pasterkę w upale ponad 25 stopni

– nie słyszeliby Afrykańczyków śpiewających cztery zwrotki Hymnu Polski

A tymczasem Togo…

Niedawno z rocznej misji w Togo wróciła Ania Kuśmierczyk, która zajmowała się zaopatrywaniem dwóch aptek (w Lome i w Kpalime) w leki. W jej ostatnim raporcie mogliśmy przeczytać między innymi:

Gt_Pharm_odbior_lekow

„Na płaszczyźnie zawodowej ostatnie miesiące były okresem wytężonej pracy z powodu ogromnej liczby zachorowań na malarię. Przez cały rok do centrum przyjeżdża dużo osób z tą chorobą, jednak w ciągu dwóch ostatnich miesięcy prawie 90% pacjentów miało malarię, bardzo często ciężką formę. Zdarzały się też przypadki śmiertelne. Wszystko to spowodowane jest porą deszczową. Właśnie teraz komary przenoszące malarię mają najlepsze warunki do rozwoju. Dodatkowo wysokie temperatury i duża wilgotność powietrza powodują, że chorzy są bardzo wycieńczeni.
Duża liczba dzieci trafiających do naszego centrum ma poważną anemię. Jej leczenie wymaga kilku miesięcy. W wielu wypadkach konieczna jest transfuzja krwi.
Jak już wspominałam w poprzednim raporcie, centrum w Kpalime jest jedną z jednostek odpowiedzialnych w regionie za walkę z malarią. W związku z tym dostajemy coartem ze Światowej Organizacji Zdrowia. Lek obecnie jest bezpłatny, jednak jego otrzymanie jest uwarunkowane wykonaniem analizy krwi. Tak aby ci, którzy nie są chorzy na malarię nie przyjmowali niepotrzebnie leku. Muszę przyznać, że do apteki przychodzi wiele osób, które chcą po prostu wziąć coartem dla kogoś z rodziny lub znajomego bez konsultacji medycznej i wykonywania analiz. Z jednej strony jest to spowodowane chęcią uniknięcia kosztów przejazdów czy badań medycznych. Jednak w ten sposób lek byłby przyjmowany w nieodpowiednich dawkach albo nawet przez osoby, które nie są chore na  malarię.”

Prosimy o pamięć w modlitwie za naszych wolontariuszy i ich podopiecznych!

Z Panem Bogiem!

Kongo do pooglądania

Nasza droga Julia, która niedawno odwiedziła nas w Polsce, udostępniła górę zdjęć ze swojej misji, które można pooglądać TUTAJ. A już niedługo wyciąg z jej czwartego raportu. Przypominamy, że całość raportów dostępna jest dla darczyńców (numer konta w menu po prawej stronie :)). Miłego oglądania!

Julia

Uwaga! Pilne!

Już w najbliższy wtorek, 2 września zapraszamy na pokaz slajdów z Afryki i spotkanie z Julią Wieczorek, wolontariuszką Fidesco w Kongo. Spotkanie odbędzie się o godzinie 18:45 (po mszy św. o 18.00) w dolnym kościele pw. Opatrzności Bożej przy ul. Dickensa 5 w Warszawie. Serdecznie zapraszamy wszystkich zainteresowanych, można podać dalej!

Wiadomości z RPA i z… Częstochowy

Wakacje wakacjami, ale przecież praca nieustannie wre. Choćby w RPA, gdzie powoli do końca zbliża się misja Adeli i Tobiasza Lemańskich, którzy uczą w szkole dla niewidomych dzieci.  W ostatnim raporcie pisali:

„W maju do średniej szkoły przyszła nowa dziewczyna – Unity. Z niedowierzaniem wysłuchaliśmy jej historii. Odkąd 11 lat temu straciła wzrok, cały czas siedziała w domu. Podobno rodzice nie wiedzieli o istnieniu szkół specjalnych. W tym roku jej sytuację postanowiła zmienić ciocia, której ktoś w szpitalu powiedział o naszej szkole. Unity jest szczęśliwa, że wreszcie może coś robić – chodzić do szkoły, uczyć się, być w gronie znajomych. Niestety jeśli chodzi o naukę, to zapomniała praktycznie całkowicie język angielski, ma też duże problemy z zapamiętywaniem, a początkowo problemy miała nawet z chodzeniem – ponad 10 lat w domu odzwyczaiło ją od chodzenia… Przez większość dnia objęta jest indywidualną nauką – ma lekcje poruszania się z laską po terenie misji z wykwalifikowanym pracownikiem, lekcje braille’a z jedną z nauczycielek i lekcje angielskiego ze mną.”

Adela Lemańska z dziećmi

A w Polsce też się co nieco dzieje… Na przykład w lipcu w Częstochowie odbyło się Europejskie Forum Młodych, na którym można było połączyć miłe z pożytecznym i wesprzeć naszą pracę, kupując piękne kolczyki 🙂

kolczyki w Częstochowie

Kto nie był w tym roku a w międzyczasie nie wyjedzie na misje – zapraszamy za rok. Też tam będziemy!

 

 

 

 

Kongo na fali

Mamy kolejny raport Julii z Konga! W całości dotrze on do naszych darczyńców, tutaj cytujemy fragment. Jednocześnie przypominamy, że pierwszy raport Julii dostępny jest w menu po prawej stronie, tam też raporty innych naszych wolontariuszy.

Obrazek

„Powoli kończymy meblowanie akademika. Przy tej okazji chciałam Wam przedstawić historię jednego z naszych współpracowników – od października pracował dla nas bardzo dobry cieśla, papa Gregoire. Zamocował wszystkie karnisze, zreperował i odnowił wszystkie meble, które otrzymaliśmy w darze, wykonał mnóstwo drobnych prac i przez pewien czas nawet stróżował. Papa Gregoire pochodzi z Kalemi, miasta na wschodzie Konga, nad jeziorem Tanganika. W 1998 roku w czasie drugiej wojny domowej w Kongu musiał uciekać wspólnie z innymi mężczyznami i trafił do Lubumbashi (praktycznie wszyscy mężczyźni z jego regionu, którzy nie uciekli w czasie tej wojny, zostali zamordowani). Bardzo cierpiał z powodu konieczności opuszczenia swojej rodziny i gdy tylko był w stanie zarobić jakiekolwiek pieniądze, wysyłał je żonie. Nie był jednak w stanie zarobić na tyle, żeby sprowadzić całą rodzinę i dopiero po siedmiu latach rozłąki, dzięki pomocy pewnego darczyńcy, rodzina mogła ponownie być razem. Tak w wielkim skrócie przedstawia się jego historia – a przecież takich rodzin w Kongu i w całej Afryce jest mnóstwo. Warto wiedzieć, że ta wojna z końca lat dziewięćdziesiątych zwana jest również wielką wojną afrykańską, jako że wciągnęła na swoją orbitę 8 państw, znajdujących się w rejonie Wielkich Jezior. Mało było o niej słychać na świecie, a pochłonęła życie ponad 5 milionów ludzi, spowodowała masowe przemieszczanie się ludności i wyniszczyła Kongo do tego stopnia, że kraj, który pod względem bogactw naturalnych jest jednym z pierwszych na świecie, paradoksalnie pod względem ubóstwa swoich mieszkańców jest również w czołówce. Wiele więc trzeba cierpliwej pracy na rzecz pokoju i rozwoju, żeby ludzie mogli tu naprawdę odetchnąć.”

Wracamy do Afryki

Już jest! pierwszy raport Łukasza z Angoli! Zanim pojawi się w całości, oto na zachętę kilka cytatów:

Łukasz w Angoli

 

„Od samego początku (pomijając pierwszy tydzień) otrzymałem liczne zadania do wykonania i nie przeszkadzała mi w tym słaba znajomość portugalskiego. Początkowo były to rzeczy bardzo skromne, takie jak projekt plastikowych przepustek dla dzieci, czy projekt szaf dla domów autonomii. Jednak już w trzecim tygodniu zaczęto mnie wręcz zasypywać projektami zupełnie poważnymi i dosyć wymagającymi zawodowo. Wymagającymi przede wszystkim dlatego, że musiałem zmierzyć się z zupełnie nowymi warunkami klimatycznymi, nieużywanym w Polsce materiałem – blokami z zagęszczanej ziemi, oraz znacznie niższym poziomem wykwalifikowania zawodowego robotników. Obecnie pracuję równolegle nad kilkoma projektami, jednak ciągle otrzymuję nowe zadania do wykonania.”

Jeśli chodzi o znajomość portugalskiego, Łukasz pisze tak:

„Mimo że w Polsce ukończyłem krótki kurs tego języka, początkowo moja komunikatywność ograniczała się w praktyce do gestów oraz onomatopei. Na szczęście wkrótce uległo to zmianie, jednak niektóre popełniane przeze mnie błędy stały się przysłowiowe, jak np.: „poproszę sześciu małych rodziców”, albo „cały dzień nad tym pracowałem, jestem bardzo żonaty”.”

Po więcej zapraszamy wkrótce!

 

Misyjne LAsT MinUTe

Jeszcze do końca stycznia czekamy na CV i listy motywacyjne osób, które chciałby pojechać na misje z Fidesco. Obecnie nasi wolontariusze pracują w 35 krajach na 5 kontynentach, są wśród nich lekarze, nauczyciele, architekci, rolnicy, inżynierowie, pielęgniarki i wielu innych, mężczyźni, kobiety, małżeństwa… Dwa lata swojego życia oddają na służbę potrzebującym. Napisz do nas, przyjdź na dzień zapoznawczy 8 lutego i przekonaj się, czy to nie jest zadanie dla Ciebie?Basia Chmielowska uczy tajskie dzieci